a




  2005    2004    2003    2002    2001    2000    1999    1998  

Miasto się rozbiera

Żyrardów: kiedyś kwitł dzięki słynnej fabryce, dziś nawet premier mu nie pomoże

Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy - mawia pewien polityk, który równo 40 lat temu zaczynał pracę w tętniącej życiem żyrardowskiej fabryce. Dziś ta fabryka to kilkanaście hektarów ruin, a całe miasto śmiało można by zaliczyć do Dzikiego Zachodu, gdyby nie fakt, że nie ma w nim już nawet ani jednego burdelu.

TOMASZ LIPKO

Wbrew powszechnej opinii Czerwony Żyrardów zawdzięcza słynny przymiotnik nie tyle robotniczym aktywistom, co kolorowi cegły. Prawie 200 lat temu zbudowano z niej jedno z najnowocześniejszych miast w Europie - które na początku XIX w. wyrosło na miejscu wykarczowanych mazowieckich lasów.

Kiedy w latach 30. XIX w. w mieście-eksperymencie pojawił się jeden z bardziej znanych yuppies Rewolucji Przemysłowej Philippe de Girard, miejscowość nazywała się jeszcze Ruda Guzowska. Młody arystokrata, zdolny mechanik konstruktor, zdobył sławę na skalę kontynentu dzięki stworzeniu maszyny do przędzenia lnu. Paryż okazał się jednak za mały na jego ambicje, wyruszył więc śladem największych inwestycji w branży. Ze swoimi maszynami dotarł aż na polskie ziemie do budowanego właśnie nowoczesnego kombinatu przemysłowego, w którym awangardowi niemieccy architekci zaprojektowali idealną fabrykę-miasto wraz z nowoczesną dzielnicą dla robotników, szpitalem, ochronką, zakładem kąpielowym, siłownią, strażą ogniową, kręgielnią dla dyrekcji oraz przytułkiem dla starców. Wszystko z szykownej czerwonej cegły. Philippe de Girard został dyrektorem technicznym całego kompleksu i w powstającym mieście zdobył taką sławę, że Rudę Guzowską przemianowano na Żyrardów.

Jeszcze dziesięć lat temu mówiło się: unikatowa perła światowej architektury, zabytek klasy UNESCO. Futurystyczne miasto Rewolucji Przemysłowej funkcjonowało normalnie w nienaruszonym stanie do ostatnich lat XX w. Tragedia wydarzyła się w 1997 r., kiedy po 180 latach pracy gigantyczna fabryka zbankrutowała. Dziś Zakłady Lniarskie to ruina w centrum Żyrardowa, a toczącą je śmiertelną chorobą zaraziło się całe miasto.

Spustoszenie wśród czerwoniaków

Konserwatorzy zabytków z Warszawy objęli swoją opieką Żyrardów w 1999 r., po reformie administracyjnej. Mogli tylko przyglądać się ostatniemu etapowi dewastacji - zrywaniu czerwonej cegły w budynkach. Fabryka jest pierwszą, a więc najbardziej ścisłą strefą ochrony konserwatorskiej. - Wyegzekwowanie przysługujących nam praw okazuje się w tym mieście niemożliwe - otwarcie przyznają urzędnicy Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków z Warszawy. - Żyrardowska cegła jest dobra, wytrzymała prawie 200 lat ciężkiej roboty, teraz posłuży jeszcze do postawienia komórki w podwórku.

Zanim ludzie zaczęli rozbierać mury zakładu, wcześniej wypruli z jego wnętrz wszystko, co tylko się dało przetopić na metalowe sztaby. To były tłuste lata dla punktów skupu złomu, taczkami zwożono tam stare rynny, okucia, okiennice. Kiedy syndycy nadzorujący majątek upadłej fabryki postanowili oszczędzać na strażnikach, na teren zakładu zaczęły przyjeżdżać ciężarówkami gangi złodziei. Podczas zrywania z gigantycznej przędzalni miedzianego dachu zastosowano profesjonalny system drabin i oświetlenie zasilane ciężkimi akumulatorami.



Wersja do druku
© 2003 - 2007 Urząd Miasta w Żyrardowie